gg? 4244898 web counter
Kategorie: Wszystkie | Gdynia | rzeczy 'niezmienne' | żywe 3miasto
RSS
niedziela, 27 kwietnia 2008
czwarty
krótko, zwięźle i na temat: Trzeci się kończy, zaczyna się Czwarty.

koniec
wyprowadzam się stąd.. żegnaj blox.pl. witaj wordpress.com.
więcej szczegółów wkrótce.
środa, 23 kwietnia 2008
czas nie stoi

kawa na słodko: 2 łyżeczki, woda, 1/6 kubka mleka, kostka brązowego cukru, przyprawa - tak zaczynam słoneczną trójmiejską środę. Otwieram okna w całym mieszkaniu. Budzę konkubinę - dobrą, ale nie zawsze grzeczną dziewczynę. Golę twarz, biorę prysznic, myję głowę.

Za tydzień o tej porze będę pewnie obudzony ekscytacją, pobudzony i niecierpliwy. Za tydzień i 7 godzin rozpocznie się moja wyprawa do Pragi. A dokładnie za 8 dni powinienem w owym mieście się znaleźć. Ja, moje ciało i dusza, głowa z myślami o przeczytanej/czytanej książce, moje duże czarne lustrzankowe dziecko, mój zapał, energia i ciekawość.

I o tym, że czas upływa świadczą znikające bilety z mojego boksu na płyty. Właściwie wszystkie koncertowe kwietniowe bilety już zniknęły - teraz pozostał już tylko bilet kolejowy. 

niedziela, 20 kwietnia 2008
morze

plecak, a w nim dwa śpiwory, książka do napoczęcia polecona telefonicznie, herbata z dużą ilością syropu malinowego, aparat. Tak, to był duży plecak. A nad "morzem" wiosna. Niebo niebieskie, woda szumiąca, pojawili się pierwsi surferzy.
Książkę napocząłem - choć nie śmiałem za bardzo się w nią wczytywać - by nie naruszyć jej przeznaczenia. Herbatę piłem dużymi łykami. Śpiwór mnie oplótł. Konkubina śpiąc towarzyszyła. Aparat został wykorzystany.

Dziś zastanawiałem się dlaczego morze jest mi tak bardzo do życia konieczne. Ani nie jestem rybakiem, ani żeglarzem, ani ... jednak potrzebuję go jako miejsca na moje myśli. Wszystko w nim można utopić, również to co siedzi w ludzkiej głowie. I dziś leżac przy brzegu, zawinięty w śpiwór, uwalniałem swój umysł od balastu myśli zebranych poprzedzającej niedzielę nocy. Usunąłem to co zbędne, by to co istotne miało miejsce na porządkowe roszady... czeka mnie jeszcze wiele wizyt nad morzem w życiu moim. W tym wiele w czasie najbliższym.

I stwierdzam fakt: moje życie jest stosunkowo ułożone, trzeba się nim tylko trochę zająć. A jak już poukładam się całkiem, to zarządzę sobie jakiś chaos - by wyeliminować nudę.

dziękuję za doradztwo książkowe.

sobota, 19 kwietnia 2008
miły soboty początek

ranek rozpoczął się tak jak zwykł to robić często - kawą postawioną przy łóżku, rozmową na dwa pokoje i trzy głosy.
Na kartonie, pełniącym funkcję szafy, leży mój pierwszy Murakami, którego pochłonę w drodze do miasta Praga.
Z głośników na przemian z pewną Moniką swoją muzykę wykonuje poznany nocą Jay-Jay.
Za oknem słońce, w duszy słońce.. (witaj miła soboto)

 

nie lubię zmywać naczyń po obiedzie tuż przed śniadaniem. 

wtorek, 15 kwietnia 2008
raz dwa raz

kładę się do łóżka, przy którym czekają na mnie słuchawki i mały grający sprzęt z nabitą wcześniej muzyką. Ostatnio do krainy snu odprowadza mnie pan Raz..

o ile we wcześniejszych dniach mojego życia kładąc się do łóżka zasypiałem błyskawicznie - ot, pstryk i już, tak w tych ostatnich, kładąc się do wyra mam głowę pełną myśli wartych rozważenia.. oczywiście, zmęczenie materiału mojego ludzkiego ciała, sprawia, że i tak zasypiam dość szybko, jednak nie obywa się bez rozkminiania jakiejś myśli - o czym wcześniej nie było mowy.. podejrzewam, że zepsuła mi się poduszka albo przynajmniej jej podzespoły odpowiedzialne za natychmiastowe przenoszenie do krainy snu..

 

niedziela, 13 kwietnia 2008
tykanie

bardzo się zdziwiłem, gdy w porannej ciszy usłyszałem tykanie. Wpierw lekko się zaniepokoiłem, a później szybko przeskanowałem w umyśle całe nasze mieszkanie i .. faktycznie, przecież konkubina posiada zegar tykający - ten ofiarowany w prezencie po obronie magisterki przez jedną z ciotek. I dziś rano zdałem sobie sprawę z faktu, że w moich uszach ciągle coś brzmi.. muzyka, rozmowy, miasto.. że rzadko zdaża się cisza. Po około roku, od kiedy gdzieś tam w tle towarzyszy nam miarowe tykania zegara, ja dziś pierwszy raz je usłyszałem - ot taki żart od ciszy.

Za oknem jasno-ponuro-bez-deszczu.. z ciszą już dzielnie walczy Anna Maria.. (właściwie to dlaczego tak bardzo boję się ciszy?).. za oknem napisałem? tak - okno należałoby umyć - i nic to, że niedzielna praca w niwecz się obraca.

Wracając do tykania, chyba rozważę zakup tykającego egzemplarza 'naręcznego '.. przecież nie mogę całe życie bazować na emitującym (co prawda małe, ale zawsze) promieniowanie niejonizujące, telefonie komórkowym.

piątek, 11 kwietnia 2008
miejsce bycia zmienić

z głośników wydobywa się muzyka z filmu 'Babel'. W pralce ciuchy czekające na powieszenie, a ja.. ja już w piżamie, ze zjedzonym kubłem lodów bakaliowych w brzuchu i wieczorną ochotą na kawę. Stopy, zmarznięte, grzeję sobie na ładowarce od komputera.

Cieszy mnie w gruncie rzeczy fakt tymczasowego nie posiadania samochodu i przemieszczanie się autobusami i skm'ką - można przyjrzeć się ludziom. Być możem, gdy zdecyduję się zaryzykować, odpalić pomysł: 'własna firma', to będę miał więcej czasu na miejskie podróże, czytanie i słuchanie w autobusie, obserwowanie.

Jeszcze bardziej cieszy mnie postawienie kropki nad 'i' w kwestii praskiej. Po przygodach informacyjnych, dziś udało mi się nabyć bilet do miasta Praga. Co to oznacza? No nic ponad to, że już nic nie może mnie powstrzymać przed majówką w czeskim państwie i choć chwilowa zmiana miejsca bycia.

poniedziałek, 07 kwietnia 2008
niemoc

i czuję się z tym wszystkim do bani, a ona stara się jak może bym poczuł się inaczej. Dzień, zapalony pomysłem zrobienia pierogów ruskich w praskim mieście, został zgaszony milczeniem i udawanym "nic się nie stało" - nic z niczym się nie wiąże, tematu odrębne.
Wróciłem do domu, wziąłem w ręce carroll'owe 'Oko dnia', pierogi utopiłem we wrzątku, i czekam..
Dzień się jeszcze nie skończył..

.. za oknem pożerająca wszystko mgła, zjawisko przecudne.

sobota, 05 kwietnia 2008
alpha i kawa

budzę się a słońce ostro świeci zza chmur- tak jest, wiem co piszę.
Na stoliku, przy moim miejscu do spania, leży spełnienie moich małych fotograficznych marzeń - nowy aparat. Moi znajomu - M&M - słusznie stwierdzili, że wydaję więcej niż zarabiam. Ot, wzorowy ze mnie "napędzacz" wzrostu gospodarczego naszego kraju i krajów, z których importujemy do nas produkty przeróżne. Krótko pisząc, aparat kosztował całą moją wypłatę - opis na gg głosi: 'lustro jest, jedzenia nie będzie'. Jest może trochę przesadny, ale bliski prawdy.
W głośnikach brzmi pewien pan Raz, a w "chińskim" kubku kawa, która chodzi ze mną wszedzie - nawet do łazienki.
Zaczyna się weekend, o którym już w tej chwili wiem, że będzie za krótki.

wtorek, 01 kwietnia 2008
wyobraźnia delegata

wczoraj..
dzień zaczął się od 'happy song'. Ot czekała na mnie w skrzynce odbiorczej. Jedyne co zdążyłem z nią zrobić, to przesłuchać raz i szybko nagrać na cd. W ten sposób stworzyłem płytę jednej piosenki - zabrałem ją w drogę.. w drogę, podczas której wyobraźnia funkcjonowała nad wyraz wydajnie, chłonęła wiosenny krajobraz przerabiając go w abstrakcyjne obrazy..

wiatraki stojące martwo w polu, wszystkie w jednakowej pozycji, zamrożone - wzbudzające niepokój, widok prawie kosmiczny. Niczym poza-ziemscy-intruzi, stwory, potwory, złowrogie jedno-nożne dziwadła.

miły koszaliński wieczór, dobre jedzenie, dobre towarzystwo - dobrzy ludzie..

dziś..
nie doświadczyłem ani jednego żartu, może to i dobrze. cały dzień w samochodzie.. od 7 do 22:30 z przerwami, dłuższymi i krótszymi.. i znowu obrazy, miejsca, sytuacje..

pies przybłęda z urwanym łańcuchem, pojawiający się znikad, przywodzi na myśl pełne magii powieści Jonathana Carrolla.. Starowice i Czochryń, miejscowości, w których czas się zatrzymał - w których nie dopadnie nas żaden telefon, bo nie dociera tam zasięg GSM - nie dociera tam nic co nowoczesne - pierwszy raz pomyślałem, że fajnie byłoby się zaszyć w takim miejscu na trochę dłużej niż chwilę, pomieszkać.. motyle, muchy, owady ożyły.. stary radziecki cmentarz z czerwonymi mikro-obeliskami i gwiazdami w takim też kolorze.. Gdynia, przystań - miasto, w którym mam swoje własne osobiste łóżko.. myśli o E.A.H.A.

dzień kończy się z też 'happy song'

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28